Obszar Lubelszczyzny ze względu na swoje położenie bez wątpienia jest niezwykle istotny, często kluczowy dla odtworzenia procesów osadniczych i genezy wielu zjawisk kulturowych w okresach rzymskim i wędrówek ludów, czyli w pięciu pierwszych wiekach po Chr. Z jednej strony wykazuje on silne związki z Mazowszem i Podlasiem i dalej z północną Polską, z drugiej stanowi swoistą bramę na wschód łącząc tereny ziem polskich z obszarami dzisiejszej Ukrainy i Białorusi. Ta niezwykła rola Lubelszczyzny rzutująca na specyficzną dynamikę zmian kulturowych oraz zasięgu i charakteru kontaktów zamieszkującej ją ludności była już tematem
licznych prac naukowych. Z całą pewnością na obraz osadnictwa Lubelszczyzny rzutowały migracje całych grup ludności, ale i kontakty handlowe, skutkujące pojawieniem się na jej obszarze przedmiotów z odległych części Europy, a nawet Azji – od Skandynawii i północno- wschodniej Europy po imperium rzymskie i stepy nadczarnomorskie. Z ogromnym prawdopodobieństwem przenikanie się różnych tradycji i migracje ludności ułatwiał system rzeczny Lubelszczyzny z trzema kluczowymi rzekami – Wisłą, Wieprzem i Bugiem – i to w obu naturalnie wyznaczonych przez nie kierunkach, nieco generalizując z północy na południe i z południa na północ. Ciągłe zmiany, wymiana ludności i jej dalekosiężne kontakty sprawiają, że odtworzenie poszczególnych etapów osadnictwa Lubelszczyzny jest niezwykle trudne i nie do końca jeszcze rozumiemy wszystkie rządzące nim mechanizmy.
Charakterystyka sytuacji kulturowej na Lubelszczyźnie w okresach rzymskim i wędrówek ludów
Opisanie kontaktów interkulturowych mieszkańców Lubelszczyzny w pięciu pierwszych wiekach po Chr. musi poprzedzić, choćby mocno skrócona, charakterystyka przemian kulturowych w tej części ziem polskich. Na samym początku i w nawiązaniu do tytułu niniejszego tekstu zaznaczyć należy, że na Lubelszczyźnie do największej zmiany tak osadniczej, jak i kulturowej doszło u schyłku II i w początkach III w. po Chr., kiedy to na jej obszar dotarli Goci.
O dziejach Gotów pisał między innymi Jordanes – w ogłoszonym w 551 r. w języku łacińskim dziele Getica, będącym „wyciągiem” z niezachowanej pracy O pochodzeniu i czynach Gotów autorstwa Kasjodora, pełniącego różne funkcje w administracji króla Ostrogotów Teodoryka Wielkiego i jego następców na dworze w Rawennie. Jordanes opisał pochodzenie Gotów, mających wywodzić się z wyspy Skandii, z której na trzech okrętach wraz ze swym królem imieniem Berig przypłynęli do ziemi nazwanej później przez nich samych Gothiskandią. Pomimo licznych sporów w środowiskach historyków i archeologów wokół wskazania tak praojczyzny Gotów (jordanesowej Skandii), jak i lokalizacji obszarów, których dotknęli stopami schodząc z okrętów, najczęściej przyjmuje się, że wywodzili się oni z obszarów dzisiejszej Szwecji – z dwóch współczesnych prowincji Vestergötland i Östergötland oraz z wyspy Gotlandii – i na początku I w. po Chr. przypłynęli do południowych wybrzeży Bałtyku, gdzieś w okolice ujścia Wisły. Następnie zasiedlili znaczną część Pomorza i północną Wielkopolskę, przy czym Gothiskandza najczęściej lokalizowana jest na obszarze Pomorza Środkowego wraz z Pojezierzem Kaszubskim i Krajeńskim. Z perspektywy historii Lubelszczyzny najistotniejszy jest jednak inny fragment dzieła Jordanesa. Mówi on, że za panowania piątego króla po Berigu – Filimera – w związku z rosnącą liczebnością plemienia podjęto decyzję o dalszej wędrówce, która zakończyła się „na ziemiach Scytii” nazwanych w języku gockim Oium. Obecnie przyjmuje się, że były to rozległe, stepowe i żyzne obszary dzisiejszej Ukrainy. Głównie na podstawie źródeł archeologicznych wiemy też, że do wywędrowania Gotów z ich pomorskich siedzib na południowy wschód doszło u schyłku II i w samym początku III w. po Chr. (choć nie opuścili oni wszystkich zajmowanych terytoriów, pozostając między innymi na obszarach w dolnym biegu Wisły). I to właśnie na trasie owej wędrówki oprócz prawobrzeżnego Mazowsza i Podlasia znalazła się także Lubelszczyzna, gdzie część Gotów osiedliła się na kolejnych niemal 250 lat.
Goci nie przybyli jednak na wyludnione i dzikie tereny. Przed ich pojawieniem się, na dużych obszarach Lubelszczyzny rozwijała się tzw. kultura przeworska, identyfikowana z innym ludem germańskim – Wandalami, przy czym najstabilniejsza sieć osadnicza, powstała w ostatnich dwóch wiekach przed Chr., funkcjonowała w północno-zachodniej części tego regionu, głównie w dolinie dolnego Wieprza. Nieco później, od drugiej połowy I w. po Chr., ludność kultury przeworskiej stopniowo zasiedlała obszary w dolinie Wisły i jej prawobrzeżnych dopływów. Z tych zachodnich rejonów Lubelszczyzny wymienić można chociażby tak ważne stanowiska archeologiczne jak cmentarzyska w Opoce, Masowie, Sobieszynie, Drążgowie, Puławach-Włostowicach, Kraśniku-Piaskach czy Gościeradowie oraz osadę w Nieszawie Kolonii. Ludność kultury przeworskiej kultywowała ciałopalny obrządek pogrzebowy, przy czym szczątki zmarłych spalonych na stosach pogrzebowych i towarzyszące im wyposażenie najczęściej składano do glinianych naczyń – popielnic. Najbardziej spektakularne są groby wojowników, bogato wyposażone w elementy broni, w tym miecze – jak chociażby prezentowany na wystawie okaz pochodzący z Masowa – metalowe elementy tarcz (umba i imacze), czy groty broni drzewcowej, wszystkie z reguły intencjonalnie niszczone lub gięte przed złożeniem do grobu. Miecze noszone były w pochwach, które ze względu na wykonanie z materiałów organicznych nie mają szans zachować się do dnia dzisiejszego. Niekiedy jednak znajdujemy ich metalowe elementy, które na wystawie reprezentuje wykonana z żelaza zawieszka do pochwy miecza – w języku archeologicznym, ze względu na swój kształt, nazywana delfinowatą – pochodząca z cmentarzyska w Kraśniku-Piaskach. W grobach zarówno mężczyzn, jak i kobiet – ostatnich oczywiście znacznie częściej – znajdowane są także elementy stroju takie jak starożytne agrafki/ fibule (nazywane też zapinkami) do spinania szat, sprzączki do pasa, paciorki i wiele innych. Jedna z ciekawszych fibul ze stylizowaną głową byka na nóżce pochodzi ze wspomnianego już cmentarzyska w Kraśniku-Piaskach. O osadach kultury przeworskiej na Lubelszczyźnie niestety w dalszym ciągu wiemy bardzo mało. Stąd też na szczególną uwagę zasługuje najlepiej rozpoznana i wspomniana już osada w Nieszawie Kolonii, skąd pochodzi chociażby gliniany przęślik – element wrzeciona służącego do wytwarzania przędzy z włókien lnianych czy wełnianych – ozdobiony zwielokrotnionym motywem swastyki, prezentowany na wirtualnej wystawie. A to tylko jeden z tysięcy odkrytych tam zabytków. Warto podkreślić również, ze ludność kultury przeworskiej kochała żelazo, zdecydowaną większość przedmiotów i to nie tylko, co zrozumiałe, broni czy narzędzi wykonując właśnie z tego surowca.

Znacznie bardziej skomplikowana sytuacja przed przybyciem Gotów miała miejsce we wschodniej części Lubelszczyzny. To stwierdzenie odnosi się już do kilku ostatnich wieków przed Chr., kiedy to na tych obszarach funkcjonowało trudne do zdefiniowania – przede wszystkim ze względu na niewystarczający stan badań – osadnictwo łączące elementy wielu kultur, w tym przeworskiej, jastorfskiej i zarubinieckiej. Ostatnia z nich – i chyba najbardziej intrygująca – powstała w III w. przed Chr. i rozwijała się głównie na obszarach dzisiejszych północnej Ukrainy i Białorusi, w tym w dorzeczu środkowego Dniepru, w górnym i środkowym dorzeczu Desny oraz nad rzekami Worsklą i Dońcem, a więc zasadniczo na wschód od ziem polskich. Tym samym znaleziska łączone z kulturą zarubiniecką z obszaru wschodniej Lubelszczyzny – takie jak chociażby okazała i pięknie zdobiona fibula z Husynnego Kolonii – wyznaczają zachodni skraj zasiedlonego przez nią terytorium. Kultura zarubiniecka upadła w początkach I w. po Chr. – choć wśród archeologów nie ma zgodności co do tej daty – do czego prawdopodobnie przyczyniły się najazdy koczowniczych ludów sarmackich. Na całym zajętym przez nią obszarze, w tym także we wschodniej części Lubelszczyzny, w drugiej połowie I i w II w. po Chr. przetrwało jednak osadnictwo korzeniami sięgające czasów funkcjonowania kultury zarubinieckiej, które w nomenklaturze archeologicznej nazywane jest osadnictwem/ kulturą postzarubiniecką (czyli rozwijającą się po upadku kultury zarubinieckiej).

Niezwykle trudno odnieść się też, w tym scharakteryzować, osadnictwo kultury przeworskiej na wschodnich krańcach Lubelszczyzny sprzed II w. po Chr. W świetle najnowszych znalezisk – niestety w większości tzw. luźnych, czyli pozbawionych kontekstu odkrycia – wykazywało ono więcej związków z terytorium dzisiejszej zachodniej Ukrainy niż z obszarami ziem polskich. W tej części Lubelszczyzny ślady pobytu ludności łączonej z kulturą przeworską znacznie lepiej czytelne są dopiero od pierwszej połowy II w. po Chr. Wtedy to, do południowo-wschodniej Lubelszczyzny, zapewne w kilku falach, dotarła ludność kultury przeworskiej, jak już wspomniano z reguły utożsamiana z Wandalami, pochodząca z obszarów prawobrzeżnego Mazowsza, Podlasia i północno-zachodniej Lubelszczyzny. Najczęściej przyjmuje się, że miało to związek ze stopniowymi zmianami zachodzącymi na tych obszarach, w tym głównie z migracją w kierunku południowo-wschodnim ludności kultury wielbarskiej, czyli wspomnianych już Gotów zmierzających do mitycznej krainy Oium.
I tutaj dochodzimy do najbardziej newralgicznego momentu w historii Lubelszczyzny, w archeologii datowanego na dziwnie brzmiącą fazę B2/C1–C1a, czyli na drugą połowę/ koniec II – sam początek III w. po Chr. Wtedy to doszło do swoistej „wymiany ludności” przeworskiej na wielbarską, czyli w ogromnym uproszczeniu „wymiany” Wandalów na Gotów. Od lat też trwa dyskusja jak ona przebiegała. Z południowo-wschodniej Lubelszczyzny, ale też z zachodniej Ukrainy, znane są liczne, z reguły pojedyncze groby wojowników wandalskich. Z pierwszego z obszarów wymienić można między innymi groby odkryte w takich miejscowościach jak Obrowiec, Swaryczów, Góra Grabowiec, Wronowice-Paprzyca, Hrubieszów (ul. Grabowiecka), czy Podlodów. We wszystkich znaleziono mniej lub bardziej kompletny zestaw uzbrojenia, przy czym najbardziej spektakularny pochodzi z ostatniej z nich – Podlodowa – a to głównie ze względu na odkrycie żelaznego miecza z inkrustacją wyobrażającą Marsa i Wiktorię. Wszystkie wymienione groby datowane są też na zbliżony przedział czasowy, który zawrzeć można pomiędzy drugą połową II a początkiem III w. po Chr. Najczęściej uważa się je za dowód konfliktów zbrojnych z Gotami, związanych z walką o terytorium. Oczywiście jest to bardzo prawdopodobny scenariusz, ale w świetle nowych źródeł archeologicznych należy rozważyć także inne możliwości, których nie sposób tutaj dokładnie opisać. Jak już wspomniano, w konsekwencji wędrówki Gotów do krainy Oium, część Wandalów opuściła obszary Mazowsza, Podlasia oraz północno-zachodniej Lubelszczyzny i udała się na południowy wschód, „zahaczając” między innymi o obszary Padołu Zamojskiego, Kotliny Hrubieszowskiej i Grzędy Sokalskiej na Lubelszczyźnie, a w efekcie końcowym docierając na Wołyń i Podole. Wiele wskazuje jednak na to, że część z nich przybyła na te obszary tuż przed, albo nawet w tym samym czasie (razem?) co ludność kultury wielbarskiej, czyli Goci. Dysponujemy też dowodami na pokojowe relacje Wandalów z Mazowsza i Podlasia z Gotami z Pomorza, jeszcze sprzed rozpoczęcia wędrówki przez ostatnich z nich. Nie można więc wykluczyć, że Wandalowie po dotarciu do południowo-wschodniej Lubelszczyzny wcale nie walczyli z Gotami tylko z zastaną, „mieszaną” ludnością, mieszkającą tutaj od co najmniej dwóch wieków, jak na razie trudną do scharakteryzowania, ale zapewne korzeniami wywodzącą się z tzw. kultur jastorfskiej, zarubinieckiej, postzarubinieckiej i przeworskiej, w tym przede wszystkich z zachodniej Ukrainy. Z południowo-wschodniej Lubelszczyzny mamy też coraz więcej dowodów na współistnienie w końcu II – początku III w. po Chr. społeczności obu kultur – przeworskiej i wielbarskiej – często mieszkających tuż obok siebie. Z czasem, jak można przypuszczać, ludność pierwszej z nich albo całkowicie odeszła, albo – co bardziej prawdopodobne – została wchłonięta/ zasymulowana przez ludność kultury wielbarskiej, stopniowo zatracając charakterystyczne dla niej rysy.

Sytuacja „uspokoiła się” około połowy III w. po Chr., kiedy to cały obszar Lubelszczyzny zasiedlony był już tylko przez plemiona gockie. Za jeden z największych fenomenów kulturowych w tej części ziem polskich bez wątpienia uznać należy tzw. grupę masłomęcką, której powstanie w końcu II – początku III w. po Chr. nierozerwalnie wiąże się z przybyciem w ten rejon ludności kultury wielbarskiej utożsamianej z Gotami. Rozwijała się ona na stosunkowo niewielkim obszarze we wschodniej części Kotliny Hrubieszowskiej, czyli niejako u wrót do mitycznej krainy Oium, apogeum rozwoju osiągając w drugiej połowie III – pierwszej połowie IV w. po Chr. Stamtąd zresztą część Gotów wywędrowała dalej w kierunku południowo wschodnim, czyli głównie na tereny dzisiejszej Ukrainy, potem Mołdawii i wschodniej Rumunii, dając podwaliny tzw. kulturom czerniachowskiej i Sântana de Mureş. To na stepach Ukrainy Goci po raz pierwszy „twarzą w twarz” zetknęli się z Sarmatami – ogromnym i niezwykle zróżnicowanym, irańskojęzycznym ludem koczowniczym, w chwili największego rozkwitu zasiedlającym olbrzymie obszary, głównie stepowe, od południowego Uralu i dorzecza Wołgi na wschodzie po Kaukaz na południu i wschodnią Rumunię na zachodzie. W pierwszej połowie I w. po Chr. jeden z ludów sarmackich – Jazygowie – przeniósł się na obszary Wielkiej Niziny Węgierskiej, co odegrało ogromną rolę w późniejszych kontaktach Sarmatów z Germanami, także z terenów ziem polskich, w tym głównie z ludnością grupy masłomęckiej.
Po zaniku kultury przeworskiej poza wschodnią częścią Kotliny Hrubieszowskiej rozwijała się kultura wielbarska, przy czym obecnie jej osadnictwo najlepiej potwierdzone jest na obszarach wzdłuż Wieprza i jego dopływów, szczególnie w górnym biegu tej rzeki. Prężnie rozwijająca się enklawa osadnicza istniała także w Padole Zamojskim i na zachodnim skraju Kotliny Hrubieszowskiej (np. cmentarzysko w Swaryczowie). Olbrzymim zaskoczeniem było również odkrycie dużego zespołu osadniczego łączonego z tą kulturą w Ulowie na Roztoczu Środkowym, które jeszcze 20 lat temu uznawano za białą plamę na mapie osadnictwa z okresów rzymskiego i wędrówek ludów.
Nasza wiedza o kulturze wielbarskiej i grupie masłomęckiej opiera się głównie na danych pochodzących z badań wykopaliskowych cmentarzysk lub pojedynczych grobów tworzącej je ludności (w wypadku grupy masłomęckiej będą to przede wszystkim cmentarzyska w Masłomęczu, Gródku, Moroczynie, Ślipczu, Werbkowicach Kotorowie, w wypadku kultury wielbarskiej we wspomnianym już Swaryczowie i Ulowie). Ta natomiast, w przeciwieństwie do ludności kultury przeworskiej, kultywowała tzw. birytualizm, będący swoistym połączeniem ciałopalnego i szkieletowego (inhumacyjnego) obrządku pogrzebowego. I tutaj jednak zauważyć można pewne różnice. W omawianym okresie w kulturze wielbarskiej na Lubelszczyźnie ciałopalenie dominowało nad inhumacją, na niektórych stanowiskach bardzo wyraźnie. W grupie masłomęckiej natomiast mamy do czynienia z zupełnie odwrotną sytuacją. Jej ludność większość swoich zmarłych grzebała niespalonych. Ponadto jej obrządek pogrzebowy był niezwykle zróżnicowany i to głównie on dowodzi fenomenu tego zjawiska kulturowego. Oprócz grobów inhumowanych z pochówkami w układzie anatomicznym – z reguły w pozycji wyprostowanej na wznak, głową na północ – z cmentarzysk grupy masłomęckiej znamy też tzw. pochówki cząstkowe z pełną gamą sposobów umieszczania poszczególnych części ciała w grobie i sposobów jego traktowania. Niekiedy bezpośrednio do jamy grobowej lub pojemnika na zwłoki składano tylko wybrane części ciała. Znacznie częściej jednak groby były naruszane przez samych Gotów, przy czym wkopywano się do nich z reguły w okolicy klatki piersiowej zmarłego – już po całkowitej dekompozycji zwłok albo tuż po pogrzebie. Po otwarciu grobu kości mogły być celowo przemieszczane lub część z nich wyciągano – albo w celu zdeponowania w innym grobie, albo w celu spalenia i ponownego pochówku. Niekiedy też naruszano groby w celach rabunkowych. Groby ciałopalne w grupie masłomęckiej są nieliczne, przy czym spalone szczątki składano najczęściej bezpośrednio do jamy grobowej. Zdarzają się też groby symboliczne zawierające różnego rodzaju przedmioty, ale nie zawierające szczątków zmarłego. Niekiedy też do grobów składano zwierzęta. Spotykane są również, choć znacznie rzadziej, groby przeznaczone tylko dla zwierząt.
Zarówno na niektórych cmentarzyskach grupy masłomęckiej, jak też kultury wielbarskiej, odkrywane są warstwy ciałopalenia. Dowodzą one, że u schyłku funkcjonowania tak identyfikowanego osadnictwa, zmarłych palono na stosach pogrzebowych, z reguły razem z wyposażeniem, po czym ich szczątki (i przedmioty) rozsypywano na powierzchni cmentarzysk.
Ludność kultury wielbarskiej i grupy masłomęckiej – w przeciwieństwie do ludności kultury przeworskiej – nie wyposażała swoich zmarłych w broń i narzędzia, a zdecydowana większość metalowych ozdób składanych do grobów wykonana jest z metali kolorowych, w tym nierzadko ze srebra lub nawet złota. Były to najczęściej elementy stroju takie jak fibule, sprzączki, czy różnego rodzaju wisiorki. Ostatnie, razem z paciorkami wykonanymi ze szkła, bursztynu lub kamieni wchodziły w skład kolii (naszyjników). Jeden z najbardziej ozdobnych wisiorków, tzw. kulistych, znaleziono w Ubrodowicach. Wykonany jest on ze złota i bogato zdobiony filigranem i granulacją. Najciekawszy jest jednak fakt, że główny motyw zdobniczy pokrywający cały korpus tego wisiorka naśladuje ornament pól/ trójkątów na przemian chropowaconych i gładzonych charakterystyczny dla ceramiki lepionej w ręku kultury wielbarskiej. Innym niezwykle ciekawym dowodem na kunszt jubilerów z okresu rzymskiego jest pochodząca ze Strzelec i niezwykle misternie wykonana tzw. ażurowa zawieszka pierścieniowata, pierwotnie najpewniej zawieszana na rzemieniu i noszona na szyi. Jest to znalezisko luźne, które z bardzo dużym prawdopodobieństwem łączyć można z kulturą wielbarską, choć jak na razie nie wiemy kto i gdzie wytwarzał te przedmioty. Ludność kultury wielbarskiej, ale też grupy masłomęckiej, do grobów bardzo często wkładała również grzebienie z poroża jeleni, gliniane przęśliki i różnego rodzaju naczynia gliniane, a niekiedy również szklane. Ludność drugiej z nich z czasem wypracowała też swoje własne „wzory” przedmiotów lub charakterystyczny tylko dla niej sposób ich zdobienia. Doskonałym przykładem mogą być tutaj nieduże, wykonane ręcznie gliniane naczynia – miseczki – zdobione odciskami sprężyn fibul. Znaleziono je na cmentarzyskach w Masłomęczu i Gródku.


Wracając do wydarzeń historycznych, wraz z pojawieniem się w Europie Hunów – w 375 r. po Chr. – i ich stopniowym przesuwaniem się w kierunku Kotliny Karpackiej, prężnie rozwijające się osadnictwo tak kultury wielbarskiej, jak i grupy masłomęckiej zaczęło podupadać. Hunowie prąc na zachód po drodze podbijali lub zmuszali do ucieczki kolejne ludy – od Alanów na wschodzie, przez Herulów po Ostrogotów łączonych z kulturą czerniachowską i Wizygotów utożsamianych z kulturą Sântana de Mureş. Rozpoczęła się ich wielka wędrówka i jednocześnie stopniowe osłabienie i tak już trzęsącego się w posadach cesarstwa rzymskiego (a w konsekwencji jego podział na wschodnie i zachodnie), co musiało wywrzeć wpływ także na ludność z obszarów dzisiejszej Lubelszczyzny. Pojawiające się nowe możliwości doprowadziły do stopniowego rozrzedzenia osadnictwa kultury wielbarskiej i grupy masłomęckiej, w konsekwencji doprowadzając do jego zaniku w około połowie V w. po Chr.
Swojego rodzaju znakiem rozpoznawczym okresu wędrówek ludów są skarby składające się z różnych przedmiotów – od monet po ozdoby i części stroju. Ewidentnie dowodzą one niepokojów i niestabilnej sytuacji, bo przecież cenne przedmioty chowano przede wszystkim w obliczu zagrożenia, często także z konieczności opuszczenia zamieszkiwanych terenów (nie licząc znacznie rzadszych i z reguły deponowanych w zbiornikach wodnych tzw. skarbów/ depozytów wotywnych, nierozerwalnie związanych z kultywowanymi wierzeniami). Oczywistym jest też, że czyniono to z zamiarem odzyskania ukrytych, najczęściej zakopanych przedmiotów po nadejściu lepszych czasów. Fakt, że archeolodzy odkrywają skarby może świadczyć o tym, że ich właściciele zginęli, albo nie mogli wrócić do swoich rodzinnych stron, albo też po prostu zapomnieli, gdzie je ukryli. Z Lubelszczyzny także znamy kilka skarbów ukrytych w pierwszej połowie V w. po Chr. Znaleziono je w Metelinie (skarb monet), Zamościu (skarb ozdób i części stroju) i w Basoni. W ostatniej miejscowości odkryto skarb bursztynu. Niestety jego część została zniszczona lub zaginęła. Wedle szacunków archeologów pierwotnie mógł on składać się z kilkuset (200–300) kilogramów surowca bursztynowego oraz dużej liczby paciorków, także bursztynowych (nawet około 7 tys.).
Do niedawna uważano, że po wspomnianym zaniku osadnictwa kultury wielbarskiej i grupy masłomęckiej obszar Lubelszczyzny zupełnie opustoszał i pozostawał takim aż do przybycia Słowian w samym końcu V i początkach VI w. po Chr. Najnowsze badania wykopaliskowe i znaleziska luźne, szczególnie w południowo-wschodniej Lubelszczyźnie i w nieco mniejszym stopniu na jej zachodnich, nadwiślańskich krańcach, ewidentnie dowodzą jednak, że nie wszyscy Germanie opuścili te tereny. Część z nich została, a część najprawdopodobniej wróciła na Lubelszczyznę w drugiej połowie V w. po Chr., pozostając tam aż do przybycia Słowian. Coraz bardziej pewne jest też, że – przynajmniej w wymienionych częściach Lubelszczyzny – przez na razie trudny do określenia czas współzamieszkiwali oni te same obszary, stopniowo wtapiając się w coraz liczniejsze osadnictwo słowiańskie.
Kontakty interkulturowe mieszkańców Lubelszczyzny
Już z powyższej i to bardzo skróconej charakterystyki osadnictwa na Lubelszczyźnie w I–V w. po Chr. ewidentnie wynika, że mieliśmy tam do czynienia ze swoistym tyglem kulturowym. Tym samym o specyfice kontaktów interkulturowych w tej części ziem polskich decydowały dwa główne czynniki – położenie i różne pochodzenie ludności zamieszkującej ją w różnych okresach. Pierwsze ułatwiało i często niejako „wskazywało” kierunek wędrówek czy przemieszczeń ludności oraz determinowało przebieg szlaków handlowych. Różne pochodzenie ludności nierozerwalnie łączyło się natomiast z różnym bagażem doświadczeń, zwyczajów, odmiennymi elementami kultury materialnej, w tym „modą”, czy też siecią kontaktów (i ich kierunkami). Musimy również pamiętać, że kontakty interkulturowe owocowały nie tylko importem (lub eksportem) różnego rodzaju przedmiotów, ale także przenikaniem idei czy zwyczajów, znacznie trudniejszych w interpretacji lub zupełnie nieuchwytnych.
Ludność każdej z kultur znanych z obszaru Lubelszczyzny z czasem i zapewne dostosowując się do specyfiki miejsca, w którym przyszło jej żyć, wypracowywała specyficzne tylko dla niej cechy tak obrządku pogrzebowego, jak i „życia codziennego”, manifestujące się w zestawie użytkowanych i produkowanych przedmiotów, aranżacji przestrzeni mieszkalnej na osadach itp. Niejednokrotnie też „modyfikowała” zwyczaje czy tradycje wywodzące się z jej rodzimych terytoriów. Mistrzostwo pod tym względem z całą pewnością osiągnęła społeczność tworząca grupę masłomęcką, co też wynika z jej krótkiej, opisanej powyżej charakterystyki. W tym miejscu warto jednak zwrócić uwagę na jeden z aspektów obrządku pogrzebowego o genezie nierozerwalnie związanej z rdzennymi obszarami kultury wielbarskiej, której ludność, jak już wspomniano, dała początek grupie masłomęckiej. Na Pomorzu Środkowym, w tym głównie na Pojezierzach Kaszubskim i Krajeńskim odkryto cały szereg cmentarzysk kultury wielbarskiej o niezwykle skomplikowanej aranżacji przestrzennej. Groby części pochowanych tam zmarłych przykryte zostały kamienno-ziemnymi nasypami kurhanów. Pomiędzy nimi znajdowały się tzw. groby płaskie, niekiedy oznaczone na powierzchni kamiennymi stelami. Najciekawsze są jednak „wkomponowane” w przestrzeń nekropoli kręgi kamienne, utworzone przez ustawione pionowo ogromne głazy, czasami połączone ze sobą wieńcem ułożonym ze znacznie mniejszych kamieni. W centrum kręgów z reguły znajdowała się monumentalna stela kamienna. Najczęściej też uznaje się je za miejsca spotkań ludności kultury wielbarskiej, zapewne związanych także z ceremoniałem pogrzebowym. Liczba tego typu cmentarzysk jest bardzo długa, ale do najważniejszych i najlepiej rozpoznanych należą okryte w Odrach, Węsiorach, Grzybnicy czy Leśnie. Kręgi kamienne znane są również ze Skandynawii, co z kolei pośrednio dowodzi pochodzenia Gotów zamieszkujących ziemie polskie i zachowania przez nich „starych” tradycji nawet na nowo opanowanych terytoriach. I to właśnie kultywowanie tradycji jest najważniejsze w kontekście cmentarzysk grupy masłomęckiej, szczególnie w Gródku i Masłomęczu. Tam też zarejestrowano obecność pustych, owalnych w planie przestrzeni, wokół których rozmieszone były – i to bardzo gęsto – groby, w większości szkieletowe, pierwotnie zapewne oznaczone na powierzchni niewielkimi, ziemnymi mogiłami/ kopczykami. W centrum każdego z tych pustych „placów” znajdował się pojedynczy pochówek, dodatkowo wyróżniający się pod względem wielkości jamy grobowej. Najczęściej też traktuje się je jako swoistą reminiscencję idei wznoszenia właśnie kręgów kamiennych znanych z północnej Polski i ze Skandynawii. W Kotlinie Hrubieszowskiej z braku dostępności kamieni prawdopodobnie zastąpiono je kopczykami usypanymi nad grobami wyznaczającymi granice owych pustych, owalnych przestrzeni. Pamiętać należy jednak, że na rodzimych obszarach kultury wielbarskiej w centrach kręgów kamiennych groby odkrywane są skrajnie rzadko i z reguły nie są bezpośrednio związane z czasem ich wykorzystywania. Stąd też opisany pokrótce układ grobów na cmentarzyskach grupy masłomęckiej może wskazywać także na obecność kurhanów usypanych nad pochówkami znalezionymi po środku pustych „placów”, których nasypy zostały zniwelowane w wyniku późniejszej, głównie nowożytnej działalności rolniczej.
O tym, że Goci po przybyciu na Lubelszczyznę „pamiętali” o podkurhanowym obrządku pogrzebowym, nawet jeśli zarzucili ideę usypywanie kurhanów, pośrednio świadczy rozplanowanie jednego z cmentarzysk kultury wielbarskiej w Ulowie na Roztoczu Środkowym. Tworzące je groby, w zdecydowanej większości ciałopalne, rozmieszczone zostały obok znajdującego się tam dużego kurhanu, powstałego na długo przed przybyciem tam Gotów (w schyłkowym neolicie). Co ciekawe, żaden z grobów nie został wkopany w jego nasyp. To z kolei może wskazywać na fakt, że ta nowoprzybyła ludność oskonale wiedziała czym jest i co kryje zastana przez nich „górka”, jednocześnie dowodząc jej ogromnego szacunku do tego uświęconego miejsca. Innym z przejawów, który interpretować można jako zachowanie przez Gotów przybyłych w rejon dzisiejszego Ulowa starych tradycji, wywodzących się z ich rdzennych obszarów (zarówno w północnej Polsce, jak i w Skandynawii) jest sposób oznaczenia na powierzchni jednego z grobów inhumowanych. Po pogrzebaniu zmarłego jamę grobową zasypano, ustawiając nad nią olbrzymią kamienną stelę (zobacz model 3D). Z racji na brak takich skał w bezpośrednich okolicach Ulowa (co przejawia się również w tym, że jest to jedyny grób na tym cmentarzysku oznaczony kamienną stelą), najprawdopodobniej ten wielki kamień musiano przetransportować z dość daleka. Najbardziej intrygujące są jednak pokrywające go intencjonalne ryty, które – przynajmniej jak na razie – niezwykle trudno zinterpretować.
Omówienie całego spektrum kontaktów interkulturowych ludności Lubelszczyzny z okresów rzymskiego i wędrówek ludów nie jest możliwe w tak krótkim tekście. Znacznie upraszczając i biorąc pod uwagę „układ sił” i rozmieszczenie ludów w ówczesnej Europie podzielić można je na kontakty „wewnętrzne”, w obrębie tzw. europejskiego Barbaricum oraz „zewnętrzne”, powiązane z imperium rzymskim. Najbardziej namacalnymi dowodami na oba z nich są konkretne zabytki odkryte na Lubelszczyźnie, w tym prezentowane na wirtualnej wystawie.
Kontakty pomiędzy barbarzyńcami
Europejskie Barbaricum obejmowało olbrzymie terytorium rozpościerające się na północ i wschód od limesu rzymskiego. W pierwszych pięciu wiekach po Chr. zasiedlały go głównie ludy germańskie (w przybliżeniu obszary od Renu i środkowego Dunaju po Skandynawię), bałtyjskie (obszary północno-wschodniej Polski, Litwy, Łotwy, Estonii oraz obwód kaliningradzki Rosji), sarmackie (stepy nadczarnomorskie i Wielka Nizina Węgierska) oraz dackie (przede wszystkim obszar dzisiejszej Rumunii i Mołdawii). Kontakty pomiędzy poszczególnymi ludami barbarzyńskimi były możliwe dzięki istnieniu całego szeregu szlaków handlowych. Nierozerwalnie łączyły się też z migracjami ludności.
W katalogu wystawy znajdują się dwa przedmioty znalezione na cmentarzyskach kultury przeworskiej na Lubelszczyźnie, które dokumentują niektóre z dalekosiężnych
kontaktów jej ludności. Pierwszym z nich jest wspomniana już fibula zoomorficzna ze stylizowanym wyobrażeniem głowy byka znaleziona w jednym z grobów w Kraśniku-Piaskach. Z całą pewnością nie jest to zabytek charakterystyczny dla tej kultury. Na jego przykładzie można też wskazać cały szereg problemów z jakimi mierzy się archeolog interpretując zabytki archeologiczne i próbując wskazać ich genezę. Plastyczne wyobrażenia główek byków na nóżkach fibul różnych odmian charakterystyczne są dla kultury bogaczewskiej wchodzącej w skład tzw. zachodniobałtyjskiego kręgu kulturowego. Genezy okazu z Lubelszczyzny, ze względu na znaczne różnice morfologiczne w odniesieniu do fibul wspomnianej kultury, nie można jednak pewnie łączyć z obszarem Mazur. Ponadto datowanie zapinki z Kraśnika Piasków, mieszczące się w przedziale czasowym od drugiej połowy II do początku III w. (co odpowiada „magicznej” fazie B2/C1–C1a), pokrywa się z datowaniem najstarszych zapinek z głowami byków w kulturze bogaczewskiej. Inna fibula z motywem głowy byka znaleziona została na wielbarskim cmentarzysku ze Świerczyny w północnej Polsce i datowana jest na wczesny okres rzymski, a tym samym jej datowanie znacznie wyprzedza pojawienie się tego motywu zdobniczego w kulturze bogaczewskiej. Pozwala to postawić tezę o możliwości traktowania egzemplarzy ze Świerczyny i Kraśnika-Piasków jako swoistego wzorca zaadoptowanego przez mazurskich Bałtów.

Drugim zabytkiem z obrębu kultury przeworskiej dokumentującym rozległe kontakty jej ludności jest żelazny miecz jednosieczny, rytualnie zgięty, ozdobiony w górnej części głowni ornamentem geometrycznym (zobacz model 3D). Znaleziony został na cmentarzysku w Masowie, w grobie datowanym na ostatnie ćwierćwiecze I – pierwszą połowę II w. po Chr. Najbliższe analogie znajduje on na obszarze Skandynawii, w tym na Olandii, stąd też z ogromnym prawdopodobieństwem uznać można go za import z tej części Europy.
Znacznie więcej, także na podstawie zabytków prezentowanych na wystawie, można powiedzieć o rozległych kontaktach ludności grupy masłomęckiej. Ich skala i liczba przedmiotów docierających dzięki nim do Kotliny Hrubieszowskiej z całą pewnością przyczyniły się też do specyficznego obrazu tej społeczności, o czym już wspomniano. Co zrozumiałe, ludność grupy masłomęckiej utrzymywała kontakty ze wszystkimi spokrewnionymi społecznościami tworzącymi tzw. krąg kultur gockich. W jego skład wchodziła zarówno kultura wielbarska z terenu ziem polskich i zachodniej Białorusi, jak i kultury czerniachowska i Sântana de Mureş z obszarów dzisiejszej Ukrainy, Mołdawii i wschodniej Rumunii. W powstaniu ostatnich z nich, o czym była już mowa, ogromną rolę odegrali Sarmaci, zamieszkujący te tereny przed przybyciem Gotów. Odcisnęli oni też ogromne piętno na obliczu kulturowym obu z nich. Ponadto, ze względu na zajmowane przez ludność kultury czerniachowskiej – i w nieco mniejszym stopniu Sântana de Mureş – rozległych obszarów stepów nadczarnomorskich weszła ona w orbitę zainteresowań ludności antycznej, szczególnie zasiedlającej północne wybrzeża Morza Czarnego i Azowskiego oraz tzw. Królestwo Bosporańskie na półwyspach Kerczeńskim (Krym, Ukraina) i Tamańskim (Rosja). Te kontakty z kolei, z jednej strony stały się zalążkiem wielu konfliktów zbrojnych, których nie sposób tutaj opisać, z drugiej jednak – przyczyniły się do rozprzestrzenienia całego szeregu wyrobów o pochodzeniu antycznym w obrębie Barbaricum. Doskonałym przykładem może być tutaj prezentowany na wystawie paciorek zoomorficzny wykonany z fajansu egipskiego, pochodzący z grobu grupy masłomęckiej ze Strzyżowa. Przedstawia on leżącego lwa z otwartą paszczą, wypukłymi oczami i głową ułożoną pomiędzy łapami. Z całą pewnością jest to import z obszarów nadczarnomorskich, który dotarł na tereny zasiedlone przez społeczność grupy masłomęckiej dzięki jej kontaktom z ludnością kultury czerniachowskiej, a tym samym również z Sarmatami.

Kontakty z plemionami gockimi zasiedlającymi obszary dzisiejszej Ukrainy, Mołdawii i wschodniej Rumunii najprawdopodobniej przyczyniły się również do rozprzestrzenienia się wytwarzanych tam naczyń wykonanych na kole garncarskim. Tutaj nadmienić należy, że ludność kultury wielbarskiej (poza małymi wyjątkami i w przeciwieństwie choćby do ludności kultury przeworskiej) nie opanowała umiejętności produkcji takiej ceramiki, wykonując ją tylko i wyłącznie w ręku. Powszechnie uważa się również, że naczynia wykonane na kole znane z jej stanowisk dotarły tam z wymienionych powyżej obszarów zasiedlonych przez kultury czerniachowską i Sântana de Mureş. Niejako naturalnym pośrednikiem w kontaktach pomiędzy nimi a kulturą wielbarską mogła być ludność grupy masłomęckiej. Z zasiedlonych przez nią obszarów znamy też ogromną liczbę tak wykonanych naczyń. Wiele wskazuje również na to, że z czasem samodzielnie zaczęła ona wytwarzać ceramikę przy użyciu koła garncarskiego, bazując na zapożyczonych wzorcach, ale lokalnie je modyfikując. Liczne naczynia wykonane przy użyciu zaawansowanej techniki toczenia na kole garncarskim, z których część prezentowana jest na wystawie, pochodzą między innymi z grobu dziewczynki z Werbkowic- Kotorowa, łączonego z grupą masłomęcką. Pomimo wspomnianej możliwości produkcji części ceramiki z wykorzystaniem koła przez tworzącą ją ludność, wysoka jakość tych naczyń pozwala zakładać, że zostały wykonane w obrębie kultury czerniachowskiej.
Ślady kontaktów z kulturą czerniachowską nie ograniczają się jedynie do Kotliny Hrubieszowskiej. Dowodem na to jest znaleziony w Chodliku, w zachodniej Lubelszczyźnie, fragment zawieszki w postaci figurki ptaka, prawdopodobnie kaczki. Pierwotnie umieszczona była ona na zewnętrznej krawędzi metalowego pierścienia (kółka), który z całą pewnością ozdobiony był przynajmniej kilkoma wyobrażeniami tych ptaków (zobacz model 3D wraz z rekonstrukcją zabytku). Pomimo, iż podobne ozdoby znane są z kilku stanowisk kultury wielbarskiej z obszaru ziem polskich, masowo występują jednak na terenie dzisiejszej Ukrainy. Tym samym z ogromnym prawdopodobieństwem uznać można je za importy z obrębu kultury czerniachowskiej.
Pozostając przy wyobrażeniach kaczek nie można nie wspomnieć o fibulach w kształcie kaczki, charakterystycznych głównie dla grupy masłomęckiej, a dokładniej znane z trzech grobów z cmentarzyska w Masłomęczu (zobacz model 3D jednej z nich). Analogicznie zabytki odkryte zostały na terenie zachodniej Ukrainy i w południowo-zachodniej Białorusi. Tym samym główny obszar ich występowania ogranicza się do stosunkowo niewielkiego terytorium związanego z osadnictwem gockim. Tylko nieliczne pochodzą z nieco oddalonych stanowisk, w tym np. z Ulowa. Fibule zoomorficzne należą do rzadkich znalezisk w europejskim Barbaricum. Zapinki w kształcie kaczek są za to dość szeroko rozpowszechnione na terenach przylimesowych, w tym głównie w Pannonii. Są one też silnie zróżnicowane pod względem konstrukcji i sposobów wyobrażenia samych kaczek. Jak się wydaje jednak, fibul w kształcie kaczek ze wspomnianych obszarów zasiedlonych przez Gotów, w tym z grupy masłomęckiej, nie można uznać za importy rzymskie. Prawdopodobnie są one lokalnym naśladownictwem wzorów rzymskich, lub ich przejęciem za pośrednictwem Sarmatów. Poświadczać może to obecność podobnych fibul w zespołach sarmackich z Wielkiej Niziny Węgierskiej. Nie można także wykluczyć możliwości lokalnej produkcji tych zabytków. Wskazuje na to niemal identyczny kształt wszystkich fibul znanych z Kotliny Hrubieszowskiej oraz z sąsiadujących z nią obszarów zachodniej Ukrainy i Białorusi. Nie bez znaczenia dla tej tezy pozostaje także fakt stosunkowo niewielkich odległości dzielących stanowiska z tych rejonów, na których je odkryto.
Z obrębu grupy masłomęckiej dysponujemy także całym szeregiem przedmiotów dowodzących znacznie bardziej dalekosiężnych kontaktów jej ludności. Jednym z nich jest trójkątna plakietka/ aplikacja wykonana z pozłacanego srebra. Przedstawia ona twarz mężczyzny w hełmie otoczoną schematycznymi przedstawieniami delfinów i głów drapieżnych ptaków widocznych od góry. Pierwsze, co przychodzi do głowy po przyjrzeniu się opisanemu wizerunkowi człowieka to „starożytny motocyklista” – oczywiście nieco żartobliwie. Tego typu przedstawienia, w tym głównie również na różnego rodzaju aplikacjach, charakterystyczne są przede wszystkim dla Skandynawii. Znane są między innymi ze związanego z Germanami stanowiska bagiennego w Illerup we wschodniej Jutlandii.

Germańska ludność zamieszkująca obszar Lubelszczyzny, w tym grupy masłomęckiej, utrzymywała kontakty również z Bałtami. Powiązania z obszarem zasiedlonym przez ten lud czytelne są zresztą niemal przez cały okres rzymski i w okresie wędrówek ludów. W tym kontekście z zabytków prezentowanych na wystawie wymienić można zawieszkę półksiężycowatą z Chodlika, tzw. lunulę, z zakończeniami misternie zdobionymi czerwoną emalią. Z całą pewnością jest to wyrób barbarzyński, ale sam sposób zdobienia najprawdopodobniej został podpatrzony na emaliowanych zabytkach pochodzących z imperium rzymskiego, szeroko rozprzestrzenionych na rozległych obszarach Barbaricum, a następnie zaadoptowany i niejako „skopiowany” na lokalnych wyrobach. Barbarzyńskie zabytki emaliowane występują na kilku obszarach, w tym głównie opanowanych przez Bałtów (północno-wschodnia Polska, centralna i zachodnia Litwa, wschodnia Estonia), ale też związanych z tzw. kulturą kijowską (dorzecze środkowego Dniepru) czy ludami zamieszkującymi dorzecze Desny i górne dorzecze Oki. Najwcześniejsze barbarzyńskie zabytki emaliowane datowane są na koniec II w. po Chr. i pochodzą z terytorium zachodnich Bałtów na Mazurach. Lokalna produkcja różnego rodzaju przedmiotów zdobionych emalią w środkowo-wschodniej Europie najsilniej rozwijała się jednak w III–IV w. po Chr. Najpóźniejsze zabytki emaliowane datowane są na pierwszą połowę V w.
Kontakty mieszkańców Lubelszczyzny z obszarami bałtyjskimi nie zanikły także po upadku grupy masłomęckiej i kultury wielbarskiej. Doskonale odzwierciedla je prezentowany na wystawie unikatowy srebrny naszyjnik znaleziony w Podhorcach. Można go datować na V/VI w. po Chr., czyli na sam koniec okresu wędrówek ludów. Najbliższe analogie znaleźć możemy we wschodniobałtyjskim kręgu kulturowym, na terenie Litwy, Łotwy i Estonii, a także nad dolną Oką, na wschód od Moskwy oraz nad środkowym Dnieprem.
Kontakty barbarzyńców z imperium rzymskim
Niewątpliwie jednym z głównych źródeł tzw. wyrobów luksusowych było cesarstwo rzymskie. To z jego obrębu do ludności tak kultury przeworskiej, jak i wielbarskiej – choć zapewne tej najbogatszej, o najwyższym statusie społecznym, czyli ówczesnych elit – docierały różnego rodzaju przedmioty wykonane z metalu i szkła. Z ostatniego z surowców wykonywane były między innymi naczynia, na Lubelszczyźnie spotykane jednak stosunkowo rzadko. Jedno z nich odkryto w wielokrotnie już przywoływanym grobie grupy masłomęckiej w Werbkowicach- Kotorowie. Ze szkła robiono także paciorki. Te z kolei masowo docierały i były wykorzystywane przez ludność europejskiego Barbaricum, także tę o nieco niższym statusie społecznym.
W kontekście relacji barbarzyńców z imperium rzymskim, spośród znalezisk łączonych z kulturą przeworską z Lubelszczyzny wymienić można chociażby wspomniany już miecz z inkrustowanym wyobrażeniem Marsa i Wiktorii odkryty w grobie wojownika wandalskiego z Podlodowa. Taka technika nanoszenia ornamentu była niezwykle skomplikowana, a podobnych mieczy używała ciężkozbrojna jazda rzymska. Inny spektakularny przedmiot wywodzący się z imperium rzymskiego odkryty został w jednym z grobów na cmentarzysku kultury wielbarskiej w Swaryczowie. Jest to wykonane z posrebrzanego brązu zakończenie paradnego hełmu rzymskiego w kształcie głowy orła. Oba te zabytki dowodzą najprawdopodobniej kontaktów Germanów zamieszkujących Lubelszczyznę z armią rzymską.
Poza wspomnianymi paciorkami szklanymi, jedną z najbardziej masowych kategorii importów docierających z imperium rzymskiego w obręb europejskiego Barbaricum, w tym również na Lubelszczyznę, były monety. Wśród nich najliczniejszą grupę stanowią monety srebrne – denary, bardzo często też wchodzące w skład skarbów. Znacznie rzadziej do barbarzyńców docierały monety wykonane ze złota, czyli aureusy. Jeden z nich, prezentowany na wystawie, znaleziono w Kosmowie, na obszarze zasiedlonym przez ludność grupy masłomęckiej. Jest to aureus wyemitowany przez galijskiego uzurpatora do cesarskiej władzy – Postumusa (260–269). Został też celowo uszkodzony, i to zapewne przez barbarzyńców, poprzez zrobienie otworu tuż nad głową wyobrażonego na nim cesarza, co pozwalało używać tej monety jako zawieszki lub elementu kolii. Prawdopodobnie też aureus ten stanowił specjalną nagrodę za zasługi wojenne w służbie cesarzy galijskich. Mógł należeć do dowódcy jednej z licznych grup wojowników germańskich określanych w źródłach starożytnych jako ingentia auxilia Germanorum, służących u boku Legio X Fretensis (Dziesiątego Legionu Fretensis).
Oprócz „przerabiania” monet rzymskich i wykorzystywania ich jako zawieszki, co dotyczy także denarów, barbarzyńcy masowo je fałszowali lub odlewali ich kopie. Z reguły podrabiano denary, które następnie puszczano do obiegu jako środek płatniczy. W tym świetle unikalnym zabytkiem jest prezentowane na wystawie barbarzyńskie naśladownictwo monety rzymskiej z Ruszczyzny. Jej prototypem był denar z przedstawieniem Marka Aureliusza na awersie oraz Marsem na rewersie. Pokryta jest ona jednak złotą folią i ma przewiercony otworek, stąd też zapewne wykorzystywana była jako element biżuterii.


Z całą pewnością to tylko kilka przykładów importów lub naśladownictw przedmiotów produkowanych w obrębie cesarstwa rzymskiego. Szczególnie ostatnie pokazują nam „ludzkie oblicze” barbarzyńców, których zachowania i schemat działania nie różniły się od powszechnie spotykanych także we współczesnych społeczeństwach.
Podsumowując, tygiel kulturowy jakim był Lubelszczyzna w pięciu pierwszych wiekach po Chrystusie i rozbudowana sieć powiązań zasiedlającej ją ludności czynią z niej jeden z najciekawszych i najdynamiczniej rozwijających się obszarów w całym europejskim Barbaricum.
Dr hab. Barbara Niezabitowska-Wiśniewska, prof. UMCS
(Instytut Archeologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie)
